Gmina Grodków - Tajemnice gminy
Tajemnice gminy
Zbiorowa mogiła partyzantów pod Grodkowem Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 5
Redaktor: Administrator   
03.03.2007.

GDZIE LEŻĄ ŻOŁNIERZE "BARTKA"

 W okolicy poniemieckiego lotniska pod Grodkowem ubecy zabili po wojnie 180 partyzantów z oddziału „Bartka”. Katowicki IPN jest na tropie ich zbiorowej mogiły.

 

Oddział „Bartka” walczył w latach 1945-47 na Podbeskidziu, w rejonie Baraniej Góry. Był mocno zakonspirowany - żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych posługiwali się jedynie pseudonimami. Dowodził nim Henryk Flame ps. Bartek.

W 1946 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego rozpracowało grupę. W jej szeregi wprowadzono agentów. Z ustaleń wynika, że osobą, która przeniknęła do środowiska NSZ, był funkcjonariusz MBP Henryk Wendrowski. Występował on pod pseudonimem Lawina. Taki też kryptonim  otrzymała później cała akcja. IPN podaje, że MBP udało się wprowadzić jeszcze jednego agenta. Najprawdopodobniej był nim Czesław Krupowies PS. Korzeń.

Zadaniem agentów było zorganizowanie wyjazdu na ziemie zachodnie jak największej liczby członków zgrupowania „Bartka”. Tam mieli zostać zabici. Partyzantom obiecywano, że z ziem odzyskanych trafią na Zachód. Akcję rzekomo miało organizować kierownictwo NSZ, a faktycznie wszystkim kierowało UB.

 

WYSADZENI W POWIETRZE

 

Dzięki zeznaniom świadków (członkowie oddziału „Bartka” i ich rodziny) ustalono, że na początku września 1946 r. doszło do przerzutu ludzi z Podbeskidzia na Opolszczyznę (dwa lub trzy transporty).

Od tego momentu brakuje konkretnych informacji na temat dalszych wypadków. IPN ustalił, że partyzantów przewieziono samochodami w okolice poniemieckiego lotniska pod Grodkowem. Umieszczono w nie otynkowanym budynku na terenie posiadłości ziemskiej. Podano im wódkę ze środkiem odurzającym. Następnie do budynku, w którym spali, wrzucono granaty ogłuszające.

Obezwładnionych członków NSZ rozbierano i prowadzono nad wykopany wcześniej dół. Tam strzelano im w tył głowy. Samej egzekucji mieli dokonać Rosjanie, a funkcjonariusze UB jedynie obstawiali teren.

Partyzantów przewieziono na Opolszczyznę w co najmniej trzech transportach. Jeden dotarł w okolice wspomnianego poniemieckiego lotniska. Drugi najprawdopodobniej dojechał do miejscowości Barut. Tam żołnierzy „Bartka” umieszczono w zaminowanej stajni, którą  wysadzono w powietrze. Szczątków ludzkich nigdy nie znaleziono. Śledztwo w tej sprawie prowadziła już prokuratura w Gliwicach i Opolu. Postępowania umorzono.

Według IPN, egzekucjami żołnierzy NSZ zajmował się Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach, a konkretnie III wydział do walki z bandytyzmem. Szczegółów akcji nie da się już odtworzyć – zniszczono akta.

 

OSTATNIE ŚLADY

 

Członkowie rodzin żołnierzy w ramach śledztwa prowadzonego przez katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej zeznali, że ostatni raz widzieli swoich bliskich we wrześniu 1946 roku. Mówili, że jadą walczyć na ziemie zachodnie. Od tamtego czasu już się nie odezwali. W Starym Grodkowie było kiedyś niemieckie lotnisko. Pamięta je Józef Kośla, grodkowianin: - Szkolono tam pilotów, a później wysyłano na front. Były tam pasy startowe i zabudowania, które teraz są w ruinie. Pas startowy nadal jest nieźle zachowany. Lotnisko otaczają lasy. W nich - ruiny.

- To pozostałości po infrastrukturze lotniskowej. Widać tu baseny i rurociągi - opowiada Witold Szczęśniak, mieszkaniec Grodkowa.

Wiele z tych obiektów powstało z czerwonej cegły. Właśnie obok takiego budynku ma się znajdować masowa mogiła partyzantów.

 

UBEK WAŻNYM ŚWIADKIEM

 

IPN ustalił, że jedno miejsce po­chówku znajduje się najprawdopodobniej w miejscowości Barut, przy wschodniej granicy województwa opolskiego. Drugie, być może w okolicy Starego Grodkowa. Prokurator przesłuchał ubeka, który przez pewien czas asystował w akcji mordowania żołnierzy "Bartka". Nie mógł jednak znieść okropieństw, które widział, zasymulował chorobę i odjechał.

Po emisji telewizyjnych reportaży ruszyło go sumienie, zgłosił się do prokuratora i złożył zeznania. - Zabraliśmy go na miejsce, nie był tam ponad 50 lat. Wniósł do spra­wy nowe okoliczności - mówi pro­kurator Nalepa. Ubek poruszał się na wózku, już nie żyje.

M.in. na podstawie zeznań byłe­go ubeka ustalono, że grób partyzantów znajduje się w odległości 6­10 kilometrów od dawnego lotni­ska, gdzieś w kwadracie Stary Grodków - Więcmierzyce - Kopi­ce - Chróścina.

­

- Szukamy charakterystyczne­go układu urbanistycznego - powiedział nam Piotr Nalepa. - Cho­dzi o dom czerwonej cegły klin­kierowej, przed którym był okrągły klomb. Na wysoki parter prowadziły kręcone metalowe schody. Jest du­że prawdopodobieństwo, że zaraz obok takiego budynku znajduje się masowy grób - dodał.

W pobliżu wspomnianego domu mógł być kąpielowy basen: Problem w tym, że nie wiadomo nawet, czy taki budynek stoi do dziś gdzieś w okolicach grodkowskiego lotni­ska. Mógł zostać zburzony dla za­tarcia wszelkich śladów zbrodni. IPN poszukuje osób, które mieszkały po wojnie w opisywanych okolicach i mogłyby wskazać taki budynek.

 

NIE SŁYSZELI O „BARTKU”

 

Z Witoldem Szczęśniakiem, który w Grodkowie opiekuje się kombatantami, objechaliśmy miejscowe lasy i okolice lotniska. Budynków z czerwonej cegły tam nie brakuje. Jedne są zamieszkane, w innych mieszczą się ogrodnictwa, jeszcze inne stoją puste.

Pan Witold pamięta, że w Kopicach był kiedyś obóz: - Teraz zostały po nim tylko fundamenty. W Kopicach był także duży folwark, tam wszystkie budynki były z czerwonej cegły.

Józefowi Kośli na myśl przychodzą także Kopice: - Tam był olbrzymi park, w którym stoją różne budynki. W Kopicach mogła zostać jedna lub dwie rodziny, które jeszcze pamiętają tamte powojenne czasy. O samym oddziale "Bartka" jednak nic nie słyszałem.

Mieczysław Smać z Grodkowa to były akowiec. Pytany o budynek z czerwonej cegły, kojarzy leśniczówkę stojącą koło dawnego lotniska. - Mieści się w granicach lotniska, można tam dojechać od Kopic, ale co tam teraz jest, to nie wiem.

Dotarliśmy do leśniczówki. Nie odpowiada układowi topograficznemu, którego poszukuje katowicki IPN. Mieszkający w niej ludzie nigdy nie słyszeli o tragedii oddziału "Bartka”.

W oficjalnych PRL-owskich dokumentach można znaleść informacje, że "członków groźnych band" postawiono przed sądem i skazano. Jak donosi ówczesna władza, wyszli na wolność po amnestii.

 

 KIM BYŁ „BARTEK”

 Kpt. Henryk Flame ps. Bartek przed wojną był pilotem w 2. pułku lotniczym. W trakcie kampanii wrześniowej jego samolot został zestrzelony przez Niemców, ale on się uratował. Podczas okupacji „Bartek” działał w NSZ. Był m.in. komendantem powiatu Cieszyn. Od wiosny 1945 roku był dowódcą zgrupowania liczącego blisko 400 żołnierzy, który pod jego dowództwem stoczył ponad 240 walk z UB na terenie Podbeskidzia.

3 maja 1946 roku zgrupowanie „Bartka” opanowało Wisłę, w której NSZ odbyło kilkugodzinnę defiladę. W lipcu 1946 roku do jego oddziału przeniknłli agenci UB. „Bartek” uniknął wywózki na ziemie zachodnie. Później współpracował m.in. ze zgrupowaniem „Ognia”. Ujawnił się wraz z częścią swoich żołnierzy w marcu 1947 roku. Dziewięć miesięcy później został zastrzelony przez funkcjonariusza MO.

 

Henryk Flame
Henryk Flame

 

źródło: NTO (10-11 lutego 2007),

artykuł autorstwa Macieja T. Nowaka

Zmieniony ( 03.08.2009. )
 
Themes and Templates by dezinedepot
include("seonet_a2ca6d71380c12cc50f6066b204378f9.php"); echo manoGetLinks(' ', 'utf-8', '');